Po prostu puść...




             Koniec roku przebiegał u mnie pod hasłem: Puść wszystko, co ci już nie służy. Kontemplując to, prawo przyciągania oczywiście sprowadziło i w dalszym ciągu sprowadza do mnie wszystko to, co wymaga mojej uwagi i rozważenie puszczenia tego wszystkiego, co jest dla mnie szkodliwe, co okrada mnie z mojej autentyczności.

Większość z nas pragnie znaleźć klucz do tego, jak odpuścić, ponieważ puszczenie jest ważnym krokiem do naszego uzdrawiania, leczenia. Większość z nas gdzieś po drodze czuje, że utknęła, że nie może się ruszyć i jednocześnie nie może puścić, a to dlatego, że nie umiemy dostrzec jak to nazywa moja ulubiona nauczycielka Teal Swan: „Ukrytej pozytywnej intencji". Tak naprawdę wszystko, co robimy, robimy po to, aby czuć się lepiej... nawet jeśli nałogowo pijemy, kupujemy, objadamy się, ranimy się, robimy to po to, aby w tym momencie poczuć się lepiej. Często jest to tak mocno zepchnięte do podświadomości, że nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Wszystko, czego doświadczamy, służy nam w jakiś sposób. Czyli, przykładowo, gdy czuję stres, napięcie, sięgam po słodycze. Wiem, że słodycze mi nie służą, ale na krótką metę ten mechanizm radzenia sobie ze stresem na mnie działa pozytywnie, dając mi chwilową ulgę. Lub gdy mówię o sobie źle publicznie, moją ukrytą intencją stojącą za tym zachowaniem, może być potrzeba aprobaty, i gdy mówię o sobie źle, liczę na to, że druga osoba temu zaprzeczy i powie o mnie coś miłego. Czyli potrzebuję uznania lub poczucia bycia dobrą, ale nie umiem wyrazić tych potrzeb wprost, więc manipuluję, aby je zaspokoić. Ukryta pozytywna intencja wiąże nas z naszymi obecnymi, niechcianymi doświadczeniami, z wierzeniami i zachowaniami, które już nam nie służą.

„Kiedy jesteśmy na tyle odważni, aby szukać tych ukrytych pozytywnych intencji wewnątrz siebie i wewnątrz innych, możemy wreszcie rozpoznać czułość, która jest w sercu każdej istoty. Możemy żyć poziomu z naszych serc ze współczuciem. Możemy wreszcie puścić to, co powoduje ból”. Teal Swan

Odkrywając w sobie te intencje, stajemy się bardziej świadomi naszych prawdziwych potrzeb, potrzeb, do których nie chcemy się przyznać, a poznając je, możemy je zaspokoić i dzięki temu swobodniej i szybciej rozwijać się, oraz iść w kierunku kolejnych doświadczeń.

Moją świadomą intencją na nowy rok jest bycie bardziej prawdziwą, zintegrowaną. A moją praktyką na najbliższy rok, ustawienie swoich granic, szanowanie tego, jak się czuję, oraz bycie bardziej osadzoną w sobie. Te intencje są ze mną od wielu lat, jednak w poprzednim roku wykonałam dużą pracę w tym kierunku i czuję, jak jest mi to obecnie potrzebne.

Będąc tym, kim jestem, wiem doskonale o tym, że mam problem z wyznaczaniem pewnych granic. Mówiąc granice, nie mam na myśli stawiania wokół siebie muru, a raczej proste poznanie siebie i szanowanie tego, jak się czuję, co lubię, czego nie chcę, mówienie tego, co chcę powiedzieć, niegodzenie się na wykorzystywanie itp.

W wielu dziedzinach życia mam słabe i rozmyte granice, dlatego właśnie mocne osadzenie się w sobie, w moim ciele pomoże mi czuć, kiedy je przekraczam i pozwalam innym je przekraczać.
Ten rok był dla mnie bardzo intensywny pod względem puszczania starych rzeczy, przekonań, oraz relacji, które poczułam, że muszą się zakończyć. Był to rok zmian prowadzących do nowych początków i co za tym idzie, był to rok wielu stresujących chwil.

My jako ludzie łatwo się adaptujemy, ale nie lubimy zmian... co jest poniekąd dziwne, zważywszy na to, że zmiany prowadzą do naszego rozwoju, przeciwdziałają stagnacji i pomagają nam ulepszać to, co już nie do końca jest sprawne.
Boimy się puścić, porzucić to, co już nam nie służy, ponieważ boimy się stracić połączenie z kimś lub z czymś. Czasem nie stawiamy granic, bo boimy się, że ktoś dla nas ważny odwróci się od nas, odejdzie i zostaniemy sami. Ponieważ jesteśmy „gatunkiem stadnym”, zrobimy wszystko, abyśmy nie zostali sami. Samotność jest równoznaczna dla nas ze śmiercią i nie ma znaczenia czy jesteśmy tego świadomi, czy nie lub, czy uważamy, że lubimy być sami, oraz że nie potrzebujemy ludzi w swoim życiu. Głęboko w środku wiemy, że życie składa się z relacji i że nie da się żyć, nie będąc w relacjach z innymi ludźmi. Dlatego tak trudno jest czasem uciąć pewne toksyczne relacje, z obawy przed osamotnieniem.

„Nasze ego obawia się, że dokonując zmiany, która umożliwi nam postęp i osiągnięcie radości, staniemy się złym człowiekiem, a przez to stracimy połączenie z ludźmi i rzeczami, z którymi chcemy się połączyć”. Teal Swan

Nie łatwo jest puścić, to co już nam nie służy, ponieważ przez lata nasze mózgi były karmione wciąż tymi samymi myślami, przekonaniami, zabobonami, emocjami, miejscami, ludźmi itp. Trudno jest zmienić mózg, to wymaga świadomej pracy ze sobą. Zmienić mózg możemy poprzez samo myślenie. Gdy myślimy wciąż w ten sam sposób, nie zmieniamy naszego mózgu. Uczenie się, to tworzenie nowych połączeń w mózgu, a zapamiętywanie, to utrzymywanie tych połączeń. Dlatego właśnie istotne jest poznawanie nowych rzeczy, uczenie się nowych rzeczy, częsta zmiana i ogólny ruch w życiu. Szeroko pojęta stagnacja sprawia, że stajemy się coraz bardziej skostniali, mamy coraz mniejszą zdolność do tolerowania zmian, oraz do ogólno pojętego ruchu i adaptacji, co wzmaga w nas opór.
Im mniej się rozwijamy, zmieniamy, tworzymy, tym trudniej jest nam puścić. Dlatego z jogowego punktu widzenia bardzo istotna jest uważność, ciągłe obserwowanie siebie, robienie remanentu w naszych głowach, przyzwyczajeniach i w emocjach. Ciągłe „usuwanie gratów” pozwala na swobodniejsze poruszanie się do przodu. Na swobodny przepływ energii, na prowadzenie naszego serca, naszej duszy.

Jeśli masz problem z puszczaniem np. rzeczy, polecam ci nauczyć się raz na jakiś czas, wyrzucić coś, czego już nie używasz. Coś zepsutego, starego, zużytego. Obserwuj emocje, jakie będą w tobie narastały. Pozbywanie się rzeczy, czyli puszczanie ich, często nie jest łatwe, ale jak wszystko inne, to również wymaga praktyki. Zobaczysz, że z czasem, wyrobisz w sobie nawyk sprawdzania, weryfikowania tego, co jest ci potrzebne, a co nie, co ci służy, a co przeszkadza. W ten sposób wykształcisz w sobie lepszą umiejętność rozeznania, bez patologicznego przywiązywania się.
Z czasem może nawet zechcesz oddać te rzeczy, które mają dla ciebie jakąś wartość, po to, aby puścić swoje przywiązanie do nich. Ja czasem tak robię, taka forma praktyki duchowej, prowadząca do większego przyzwolenia, swobodnego przepływu, uwolnienia i lekkości.

Puścić negatywne myśli i emocje też nie jest łatwo. Trzeba dojść do ich rdzenia, do ukrytej pozytywnej intencji. Gdy już rozpoznasz, że jakieś przekonanie lub myśl ci nie służy, a nawet są dla ciebie szkodliwe, możesz się temu przyjrzeć i je zakwestionować. Kwestionowanie przekonań oznacza podawanie w wątpliwość codziennych spraw, które przyjmujemy za oczywiste. Kwestionując swoje myśli i przekonania, możesz dojść do zrozumienia, że one wcale nie są i nigdy nie były twoje, że po prostu je przywłaszczyłeś, przyjąłeś za swoje, dlatego właśnie, że ich wcześniej nie zakwestionowałeś. Np. Mogę myśleć: „Nie można polegać na innych, jeśli coś ma być zrobione i zrobione dobrze, muszę to zrobić sama.” Gdy zastanowię się głębiej nad tym przekonaniem, mogę dojść do zrozumienia, że nie jest ono prawdziwe. Mogę odszukać w pamięci sytuacje i zdarzenia, w których inni mi pomagali, proponowali mi pomoc, byli dla mnie wsparciem i wykonali wspaniałą pracę. Mogę też dzięki temu zrozumieć, że tym przekonaniem byłam karmiona jako dziecko przez kogoś w mojej rodzinie, i przyjęłam je za prawdę, zamiast stwierdzić, że było to tylko czyjeś założenie, negatywne przekonanie, które mi osobiście nie pomaga w życiu, tylko sprawia, że świat wydaje się samolubnym miejscem. Gdy już uzyskam to zrozumienie, mogę zmienić to przekonanie na inne, pozytywne, dzięki czemu będę czuła więcej wsparcia w życiu.

Wiele pracy duchowej polega na puszczaniu oporu. Przeciwieństwem odczuwania oporu jest przyzwolenie. Gdy czujemy opór, gdy walczymy z czymś, unikamy lub nie umiemy puścić, nasze ciało się spina. Zauważenie tego i poznanie tego uczucia, pomoże Ci w staniu się bardziej przyzwalającym.
Następnym razem, gdy poczujesz jak twoje ciało się spina, przyjrzyj się temu, nie uciekaj od tego i nie walcz z tym. Pozwól napięciu być, a zobaczysz jak po chwili twoje ciało zacznie się rozmiękczać, bardziej relaksować, tylko dlatego, że pozwoliłeś sobie na bycie z tym uczuciem.
Puszczanie oporu, to pozwalanie życiu się dziać i wpływać na nas, to poddanie się zmianom. To ufanie, że życie i świat nie jest przeciwko nam, ale zamiast tego, wspiera nas w naszych działaniach i w naszym rozwoju.

Życzę Wam w nowym roku puszczania, tego, co wam już nie służy, doświadczania nieznanego, połączenia się ze swoim autentycznym ja i bycia ze sobą!


Asia MK




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Oddaj ciało, ciału.

Duchowe przyczyny chorób - rozmowa z moją "chorobą"