A co jeśli: „Kiedyś” nigdy nie nadejdzie?

W irracjonalnym świecie, nie łatwo być racjonalnym. Czasami dziwię się jak ten świat jeszcze w ogóle funkcjonuje? Na tej jednej planecie istnieje obecnie 7,9 miliarda odrębnych planet. Te 7,9 miliarda planet okupuje tę jedną, pierwszą, główną planetę, swoją rodzicielkę. W tym świecie paradoksów, przeciwieństw i podobieństw, żyjemy, doświadczamy, uczymy się o sobie, uczymy się siebie nawzajem. Czasem patrzymy szerzej, czasem tylko na własną planetę. Mamy możliwość uczyć się języków pozostałych planet, jednak najpierw warto jest poznać swój własny język.

Im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej się przyglądam a jednocześnie, wchodzę głębiej w jego gry, zabawy, ślepe zaułki, lekcje i nauki i dochodzę do wniosku, że wszystkie te "sztuczki" życia są po to, abym mogła zrozumieć kim Ja tak naprawdę jestem. Czym jestem, czego chcę, za czym stoję, czego nie wiem i co więcej mogę odkryć na przeróżnych poziomach świadomości... 

Myślę, że wszyscy jesteśmy tu po to, żeby "odkryć" siebie samych, postawić kolejny krok na drodze własnej ewolucji i w tym odkrywaniu poznawać siebie, swoje granice, swoje możliwości, swoje "supermoce". 

Ja uczę się siebie doświadczając życia, będąc w relacji i w kontakcie z Życiem, z innymi planetami, z moimi przekonaniami, z przekonaniami panującymi na pozostałych planetach. Nie zawsze ta nauka jest prosta i przyjemna, choć często taka właśnie jest. Czasem nie chcę się więcej uczyć, czasem chciałabym już "wiedzieć wszystko", jakkolwiek naiwnie, banalnie czy bezczelnie to brzmi. Na szczęście nie jest to możliwe, ponieważ z tej perspektywy, którą właśnie okupuję, nie jestem wszystkim, nie byłam wszędzie, nie byłam wcześniej, nie będzie mnie później, więc nie mogę poznać wszystkiego. Mogę poznać tylko małą część wszystkiego, czyli tą część, którą jestem. 

Z wiekiem pewne rzeczy dzieją się jakby same z siebie. Np. Przez to, że znam siebie coraz lepiej, ufam sobie coraz bardziej. Przez to, że wiem, czego chcę, nie pozwalam sobie już tak często na to, czego nie chcę. Wiedząc, że mój czas tu kiedyś się skończy, nie tracę go, w takim stopniu jak kiedyś, na robieniu rzeczy, których nie chcę robić, a które wydawało mi się że "powinnam " robić, na byciu w kontakcie z ludźmi, którzy nie chcą być ze mną w kontakcie lub z którymi, ja nie chcę być w kontakcie. 

Mój wiek, może nie jest jeszcze aż tak zaawansowany, ale jednak żyjąc już kilkadziesiąt lat w tej perspektywie pt. Asia MK, poznając świat swoimi oczami, widzę, że pewne programy które miałam wgrane, ulegają przedawnieniu, inne odinstalowuję z łatwością, pozostałe same odpadają i mogę wgrać sobie w zamian programy, które mi służą. Są to zapewne plusy związane z coraz większą samoświadomością. 

Mając większą świadomość siebie, swojego celu, tego po co tu przyszliśmy, możemy odświeżać swój system, poprawić go, ulepszyć, co daje nowe możliwości. A wszystko to przy akompaniamencie większej miłości własnej. Więc ten cały upgrade nie jest robiony z "musu", z wrogości do siebie, z kompleksów, czy chęci stawania się kimś innym, lepszym, godnym... tylko właśnie z miłości własnej.

Ponieważ kocham siebie, kocham swoje ciało, to kim jestem, chcę dla siebie jak najlepiej, więc wybieram dbać o siebie pod każdym względem. Nie karmię się byle czym: byle jakim, niskojakościowym jedzeniem, niskojakościowymi relacjami, małowartościowymi myślami, marnymi projektami, negatywnymi nic nie zmieniającymi informacjami, jałowymi spotkaniami... W moim świecie, nie ma na to już czasu. Nie chce mi się. 

Nie chce mi się czekać na nigdy nie nadchodzące "KIEDYŚ". Bo jedyne co mam to teraz i tak naprawdę nie wiem czy moje "kiedyś" kiedyś nadejdzie. Mam za to moje ciało, mam moje życie, mam moją perspektywę teraz, więc korzystam z nich teraz. 

No bo... kiedy, jak nie teraz? ;) 

💖

JMK

www.asiayoga.pl 




 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli chcesz być wolny, musisz zachowywać się jak wolny człowiek

Energia podąża za uwagą

Kiedy jak nie teraz?